czwartek, 3 lipca 2008

Witajcie w naszej bajce... czyli kilka słów o trylogii

Zacznę od tego, że "Na szybko spisane" to komiks. Ale można go spokojnie nazwać "powieścią graficzną". Nazywanie komiksu "powieścią graficzną" nadyma autora i czyni go większym od zwykłego twórcy "historyjek obrazkowych". Nie nazywajmy zatem "Na szybko spisane" "historyjką obrazkową".

Pomysł na "Na szybko... " to wielokrotnie mielony motyw quasipamiętnika. W tym przypadku, towarzyszymy nienazwanemu bohaterowi, mojemu rówieśnikowi od niemal narodzin do około 30. roku życia (w przygotowywanej właśnie trzeciej części). Nie oszczędzam czytelnika, pakując go w "sam na sam" z myślami bohatera w ciasne kadry codziennej egzystencji. Tej z czasów historycznych przemian i budowania w Polsce kapitalizmu ("Na szybko spisane: 1980: 1990") jak i przełomu wieków ("Na szybko spisane: 1990 - 2000").

Jest to historia dla mnie dość szczególna, dość osobista i dość łatwo na nią wpadłem. Zasiadłem do niej z chęcią opowiadania najprostszymi środkami, na co niewątpliwie miał wpływ mój krótki pobyt w Japonii i tamtejsza szkoła rysunku, o tyleż pospiesznego, pełnego gestu, co wybitnie trafionego. Linia, kreska były w tym przypadku najważniejsze. Dlatego zdecydowałem się nie używać ołówka w procesie rysunku. Zawierzyłem pewności połączenia głowa - ręka i kadry powstały z gestu, bez kalkulowania. Proces nakładania koloru wyglądał podobnie - gest, linia.

Pierwsze kilkanaście plansz powstało właściwie dla zabawy, nie traktowałem tych stron, jako początku poważniejszej publikacji, jednak nader entuzjastyczne "recenzje" znajomków spowodowały, że zacząłem rozważać opcję dokończenia komiksu i uderzenia z materiałem do któregoś z wydawców. Padło na kulturę gniewu.



Pierwszy tom trylogii ukazał się w marcu 2007 roku i zebrał masę recenzji, zgarniając przy okazji kilka nagród. Tom drugi, wydany również przez kulturę, rzecz świeża bo z czerwca 2008, podąża właśnie utartym szlakiem i ma ochotę na więcej.

Śledziu